Nie dalej jak w sierpniu udało nam, (mam na myśli wszystkich Polaków) wygrać pierwszą batalię o powstrzymanie najazdu GMO na Polskę. Pan Prezydent, któremu zresztą z tego bloga dziękowałem zawetował ustawę o nasiennictwie. Następnie rozpętała się wielka akcja polityczno – marketingowa związana z nadchodzącymi wyborami. Niemal wszyscy przekrzykiwali się jak to ważne jest by Polska została wolna od GMO, by mogła oferować i żywić „skażoną” Europę.
| Źródło: http://nowyekran.pl |
I tylko nieliczni nie tak dawno temu, gdy odbywał się nieoficjalny szczyt ministrów rolnictwa UE we Wrocławiu, krzyczeli, że jeśli dotychczasowa koalicja PO-PSL się utrzyma, to zaraz po wyborach problem ustawy o GMO powróci ze zdwojoną siłą. No, bo kiedy jak nie teraz, zaraz po wyborach jest najlepszy czas na wprowadzanie ustaw cieszących się złą sławą i największym społecznym sprzeciwem? Jakby nie patrzeć, właśnie teraz jest najodpowiedniejszy moment, bo przez 4 lata wyborca zdąży zapomnieć i może znów da się omamić „kiełbasie przed wyborczej”.