Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antybiotyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antybiotyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2012

Jak owce na rzeź!


W poprzednim tygodniu zamieściłem artykuł Justyny Sochy o błędnym łączeniu epidemiologii i matematyki. Dziś, zgodnie z obietnicą zamieszczę kolejny artykuł tej autorki. Jak już wielokrotnie wspominałem temat szczepień, z wiadomych powodów jest mi bliski. Te dwa małe powody ciągle biegają po domu i za wszelką cenę próbują go roznieść na elementy pierwsze. Są wyjątkowo utalentowane te dwa małe powody, począwszy od pozowania na klauna i rozbawiania wszystkich wkoło, skończywszy na czyszczeniu wszystkiego z pomocą ogrodowej ziemi. Ale to co dla mnie jest najważniejsze, to fakt o którym parokrotnie już wspominałem, że obaj rosną i są w pełni zdrowi a co ważniejsze ich układ odpornościowy rozwija się w sposób naturalny, w swoim własnym tempie.
Moje dwie pociechy Patryk i  Marcin - w akcji.

Efekt tego jest taki, że w odróżnieniu od większości znanych mi dzieci w tym wieku są nad podziw odporni a jeśli z rzadka, kiedy już trafi się jakaś infekcja, trwa ona około 1 – 2 dni i niemal samoistnie znika, bez stosowania jakichkolwiek konwencjonalnych leków (przede wszystkim bez antybiotyków). Temat szczepień jest o tyle aktualny, że właśnie w tych dniach ma miejsce próba przepchnięcia przez parlament kolejnej ustawy, która jeśli wejdzie w życie da znacznie większe uprawnienia sanepidowi niż dotychczas posiadał. W efekcie jej wprowadzenia, przy następnej nagonce ze strony kartelu farmaceutycznego pod tytułem grypy świńskiej, ptasiej, krowiej czy kociej (diabli wiedzą jaką kolejną wymyślą), kraj nasz będzie niemal zmuszony zakupić stworzone w tym celu preparaty i w imię wyższego (kogo? - nie wiem, bo na pewno nie naszego) dobra, podać je wszystkim obywatelom. Po więcej szczegółów odsyłam tutaj i tutaj.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Istny kij w mrowisko.


Kij w mrowisku
Ostatnio znalazłem artykuł poświęcony temu, że codzienne przyjmowanie witaminy C w ciąży (500mg) przez palące matki ma dobry wpływ na płuca ich nowonarodzonych dzieci. Zainteresował mnie ten artykuł na tyle że postanowiłem zamieścić na stronie bloga PRO - Zdrowotnego  na Facebooku jego zajawkę. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tym tematem wywołałem sporo kontrowersji. Mówiąc inaczej, poczułem się tak jakbym włożył przysłowiowy kij w mrowisko. Nie spodziewałem się, że ten artykuł może wywołać takie poruszenie. Co więcej w żadnej mierze nie miałem zamiaru przekonywać nikogo do słuszności brania bądź nie wspomnianej witaminy C, w większych dawkach niż ta którą zaleca współczesna medycyna. I dlatego tutaj wcale nie mam zamiaru pisać o witaminie C. Jednakże w trakcie całej wymiany zdań wyszła pewna bardzo ciekawa kwestia do której mam zamiar tutaj się odnieść.

Pojawiła się kwestia, czy z pomocą tego co spożywamy, jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby naszego organizmu. I nie chodziło o jakąś sobie tam pierwszą lepszą żywność ale o naszą polską dobrą żywność. O różnicach między żywnością ekologiczną a tak zwaną marketową już pisałem w artykule „Zdrowa żywność kontra jedzenie (z) Biedronki”. I nie ma co się sprzeczać, że współcześnie żywność ekologiczna ma sporą przewagę nad żywności ogólnie dostępną i promowaną przez wszelkiego rodzaju reklamy Jednakże nie oznacza to również, że sam fakt dbania o to co się je, wybierania czystszej, często własnoręcznie hodowanej żywności jest w stanie zaspokoić potrzeby naszego organizmu. Pytanie – dlaczego? I o tym właśnie pragnę dziś tutaj napisać.

wtorek, 27 marca 2012

Zielono mi!


Już od wczoraj rana rana chodzę po domu a po mojej głowie „chodzą” myśli, o czym napisać Wam na blogu? Słonko od kilku dni zaczęło nas częściej radować swoją obecnością. Pierwszy dzień wiosny już za nami a i samą panią wiosnę czuć w powietrzu. Jeszcze trochę i w końcu wszystko się zazieleni. I właśnie kolor wiosny podsunął mi pomysł na dzisiejszy tekst, który poświęcę zieleni. A dokładniej zbawiennemu działaniu, jaką ma zielona herbata, czyli naparu z liści rośliny noszącej nazwę Camellia sinensis.
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Herbata
Na początek może kilka słów na temat jej historii, która sięga około 2700 lat, przed naszą erą. Pierwsze wzmianki na temat picia zielonej herbaty pochodzą z Chin, właśnie z przed 4700 lat. Przeróżnych legend na temat powstania zielonej herbaty jest wiele, jednak najbardziej znaną historią jest ta, w której główną postacią jest chiński cesarz Shen Nong. Pewnego dnia żyjący 2737 lat przed naszą erą cesarz, odpoczywał w swoim przepięknym ogrodzie, popijając z dzbana gorąca wodę. Niespodziewany podmuch wiatru zerwał kilka listków z nieopodal, dziko rosnącego krzewu herbacianego, wprost do cesarskiego dzbana z wodą. Gdy władca spróbował naparu wpadł w pełen zachwyt, okazało się smak nowo powstałego naparu był wyśmienity.

niedziela, 22 stycznia 2012

Kiedy lekarze nie pracują, to umieralność spada.

Czasami siedząc i zastanawiając się o czym napisać w kolejnym poście, zamiast zacząć tworzyć – zaczynam przeszukiwać sieć z myślą, iż trafię na coś ciekawego. I z reguły zawsze coś „ciekawego” znajduję. Jednak jak to kiedyś usłyszałem od mądrej osoby, że z internetem jest podobnie jak z pięknym pałacem to znaczy, można cały dzień chodzić i podziwiać pięknie wykończone pokoje ale jeśli jest się zbyt dociekliwym równie dobrze można trafić nosem na wylot rury od kanalizacji. Dlatego właśnie, znajdując jakieś treści w internecie, staram się do nich podchodzić z pewną dozą ostrożności. Jednakże raz na jakiś czas trafia się artykuł, który śmiało można uznać za istną perełkę.

poniedziałek, 24 października 2011

Nowy sezon ogłaszam za otwarty!!!

UWAGA, UWAGA, niniejszym nowy sezon uważam za otwarty. Jaki sezon? Grypowo przeziębieniowy, oczywiście mam na myśli. Dzisiaj tak się złożyło, że miałem małą „wycieczkę” samochodem, podczas, której przez chwilę miałem okazję posłuchać radia a dokładniej wiadomości o pełnej godzinie. Z reguły słucham zupełnie innych rzeczy, najczęściej z CD, ale tym razem na moment postanowiłem się oderwać od rutynowego słuchania. I cóż takiego mądrego usłyszałem? No właśnie, ni mniej ni więcej, że nowy sezon grypowy można uznać za otwarty. Niemal wszyscy nosem pociągają. Przychodnie przepełnione a aptekarze ręce zacierają. Wszak ich „żniwa” się zbliżają. Usłyszałem też, że sporo osób korzysta z leków bez konsultacji i czytania ulotek a może to być groźne. Głównie z powodu dublujących się substancji w różnych preparatach, które poprzez niekontrolowane spożywanie w łatwy sposób można przedawkować. I w sumie z tą tylko końcówką chętnie się zgadzam.

niedziela, 2 października 2011

Lek z kuchni niemal na wszystko.

„Znacie go? Znacie. A więc przeczytajcie jeszcze raz. Przeczytajcie i wykorzystajcie, bo naprawdę warto. Czosnek, bo o nim, jak zapewne już wiecie mowa, to roślina magiczna. Magiczna, bo przypisywano mu dawniej cudowne właściwości.”

źródło zdjęcia: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/74/Warzywa_czosnek002.jpg/220px-Warzywa_czosnek002.jpg

W taki właśnie sympatyczny sposób zaczyna się bardzo ciekawy artykuł Pani Miry Alowskiej, zatytułowany „Cudowna roślina”, który można znaleźć na portalu Artelis.pl. Link do źródła artykułu zamieszczam na końcu tego wpisu. W dzisiejszych czasach, w których antybiotyki niemal całkowicie królują i są stosowane nagminnie, wręcz bez opamiętania – coraz trudniej jest sobie poradzić z bakteriami i wirusami, które nas atakują.

sobota, 20 sierpnia 2011

Czy wiesz co jesz ???


Temat spożywania organizmów modyfikowanych jest moim zdaniem na tyle istotny, że gdy znalazłem bardzo ciekawy wywiad z doktorem Zbigniewem Hałatem, postanowiłem zamieścić go również na swoim blogu.
Aktualnie z racji całego zamieszania wokół tematu GMO informacji na ten temat jest cała masa, ciężko jest się rozeznać, co jest faktem a co medialną zadymką mającą na celu zamydlenie nam oczu. Zdaję sobie sprawę, że w oczach wielu czytelników mogę jeszcze nie być żadnym autorytetem w kwestii zdrowia a tym bardziej w kwestii GMO i dlatego wolę kolejny raz wyręczyć się wypowiedzią na tyle znanej osoby, tak by ciężko było się sprzeczać z jej stanowiskiem i podawanymi przez nią faktami. A dodatkowo z racji tego, że właśnie się wybieram na krótki 3 dniowy wypoczynek, takie „wysłużenie” się kimś jest tym bardziej mi na rękę. :-) 

Tak, więc gorąco pozdrawiam i zapraszam do lektury wywiadu z doktorem Zbigniewem Hałatem, pod jakże znaczącym tytułem: GMO: broń masowego rażenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...